GIEKSA Arena w Bełchatowie

25.10.2019 r.

GKS Bełchatów – Miedź Legnica 1-1 (1. Liga)

Widzów : 1530

Wychowanek Małejpanwi Ozimek, którego jako 20-latka wytransferowałem do Ruchu Zdzieszowice – Mateusz Marzec – jest obecnie podporą 1-ligowego GKS-u Bełchatów. Biorąc pod uwagę fakt, iż utrzymujemy stały kontakt, Mateusz zaprosił mnie oraz trzech kolegów na mecz domowy swojego klubu z Miedzią Legnica. Obecny sezon jest w wykonaniu Naszego wychowanka kapitalny, ponieważ znajduje się on w ścisłej czołówce ligowych strzelców i nikt nie wyobraża sobie podstawowej jedenastki Brunatnych bez jego nazwiska w składzie. Po odejściu z Odry Opole, w której nie był niestety pierwszym wyborem, Marzec rozegrał świetny sezon w drugoligowej Olimpii Grudziądz, skąd przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek trafił do ekipy beniaminka 1. Ligi z Bełchatowa. Trzeba było więc wybrać się na ziemię łódzką, aby zobaczyć go w akcji na żywo. W ten sposób, w piątkowy wieczór, po pokonaniu nieco ponad 140-kilometrowej trasy zaparkowaliśmy samochód w jednej z ulic okalających stadion i na około godzinę przed rozpoczęciem spotkania odebraliśmy przygotowane dla Nas bilety i zameldowaliśmy się na swoich miejscach.

Bilet na dzisiejsze spotkanie

Bełchatów jest bardzo ładnym, szybko rozwijającym się miastem, leżącym w centralnej części województwa łódzkiego. Zamieszkuje je niespełna 60 tys. ludzi, a znane jest ono przede wszystkim z największej na świecie elektrowni węglowej, oraz powiązanej z nią siedziby spółki PGE, jak również gigantycznej kopalni węgla brunatnego, która powoduje, iż krajobraz wokół miasta przypomina nieco księżycowy. Wprawdzie pierwsze wzmianki o Bełchatowie datuje się na XIV wiek, ale jego prawdziwy rozkwit i rozwój nastąpił dopiero po 1975 roku, kiedy to podjęto decyzję o budowie Zespołu Górniczo-Energetycznego „Bełchatów”, a co za tym idzie – osiedli, dróg, szkół czy linii kolejowej. Właściwie wszędzie widać tu nowe budynki, zadbane tereny zielone oraz kapitalne osiedla i domki jednorodzinne. Lecz skoro miasto jest tak naprawdę bardzo młode, ciężko jest tu znaleźć wiele zabytków. Najważniejszymi są piękne Kościoły oraz niezwykły Dwór Olszewskich. Mimo tego, polska stolica węgla brunatnego ma wiele do zaoferowania – jest piękna, czysta i zadbana, znajduje się tu wiele miejsc do aktywnego spędzenia wolnego czasu, a w niedalekiej odległości od Bełchatowa można znaleźć kapitalne ośrodki wypoczynkowe. Choć byłem w Bełchatowie wiele razy, mogę śmiało powiedzieć, iż niezmiennie od lat to miasto bardzo mi się podoba, jest fantastycznym miejscem do życia i z całą pewnością mogę zachęcić do jego odwiedzin.

Stadion GIEKSA Arena znajduje się w centrum miasta, pomiędzy osiedlami mieszkaniowymi i jest doskonale widoczny od wjazdu do Bełchatowa ze strony Wielunia. Pod stadionem zlokalizowany jest wprawdzie niewielki parking, ale zdecydowana większość kibiców zostawia swoje samochody w okolicznych ulicach oraz na pobliskim osiedlu. Stadion kilka lat temu przebudowano i obecnie na jego terenie znajdują się cztery w pełni zadaszone trybuny o całkowitej pojemności 5264 miejsc. GIEKSA Arena jest naprawdę piękna i bardzo funkcjonalna – posiada pełne zaplecze sanitarne, miejsca dla niepełnosprawnych, a nawet pomieszczenia dla fan klubów GKS-u. Warto wspomnieć, iż w obecnym sezonie obiekt ten służy nie tylko miejscowym piłkarzom, ale występuje na nim także ekstraklasowy Raków Częstochowa. Generalnie, fantastyczne wrażenie zrobiły na mnie liczne murale znajdujące się na stadionie, a także fakt, iż jego barwy w pełni pokrywają się z kolorystyką charakterystyczną dla GKS-u Bełchatów. Niestety sporym rozczarowaniem był brak jakichkolwiek pamiątek klubowych, a stoiska gastronomiczne zlokalizowane na poszczególnych trybunach były bardzo niewielkie i nie serwowały nawet tradycyjnych kiełbasek. Oferowały za to świeże frytki! Wielkim plusem był z pewnością doskonały doping ze strony miejscowych ultrasów wspierany przez niewielką, ale fajnie zorganizowaną grupę młodych kibiców na sektorze rodzinnym. Dodatkowo trzeba nadmienić, iż kolejną atrakcją były występy cheerleaderek oraz przesympatyczny mamut – maskotka klubu – który zabawiał najmłodszych fanów piłki. Sporo wrażeń jak na jeden wieczór, dlatego mimo kilku małych minusów, naprawdę polecam wizytę na tym pięknym, niezwykłym obiekcie. Z pewnością nie pożałujecie!

Maskotka klubowa bełchatowian
Rzut oka na trybunę
Murale na stadionie w Bełchatowie
Pomieszczenia klubów kibica na GIEKSA Arenie
Herb GKS-u Bełchatów

Pierwsze wzmianki o powstaniu klubu piłkarskiego w niewielkim wówczas Bełchatowie datuje się na lata 30-te XX w. Ówcześnie zespół ten nazywał się Skra i był jedną z niewielu rozrywek mieszkańców tego miasteczka. Po zdecydowanym boomie na Bełchatów w latach 70-tych, nadszedł czas na powołanie klubu sportowego wspieranego przez miejscową kopalnię. I w ten sposób 26 listopada 1977 r. powołano do życia GKS Węgiel Brunatny, który przejął od Skry sekcję piłki nożnej. Wspierana przez potężny zakład drużyna już w 1982 roku wywalczyła awans do rozgrywek 3. Ligi, co wymusiło również remont miejscowego stadionu. Bardzo ważnym w tym okresie faktem była również zmiana nazwy zespołu w 1983 roku na tę funkcjonującą do dziś – Górniczy Klub Sportowy Bełchatów. Dzięki szybkiemu rozwojowi kopalni oraz całego miasta, klub mógł zacząć myśleć o kolejnej promocji. I w ten sposób po kilku sezonach na trzecioligowym froncie, GKS w 1987 roku zdecydowanie wygrał rozgrywki i uzyskał historyczną promocję do 2. Ligi. Niestety po ledwie dwóch sezonach, nastąpiła reorganizacja rozgrywek ligowych i mimo niezłej – 9-ej lokaty w tabeli, GKS został zdegradowany do 3. Ligi. Fakt ten zbiegł się w czasie z przemianami ustrojowymi w Polsce, dlatego też po długich rozmowach z nowym Zarządem kopalni, udało się uzyskać dalsze wsparcie zakładu dla klubu. Sezon 1990/1991 był ostatnim dla Brunatnych w 3. Lidze. Wzmocniony solidnymi graczami z województwa łódzkiego zespół z łatwością wygrał rozgrywki i wywalczył awans do 2. Ligi. Przez następne sezony, drużyna z Bełchatowa okrzepła na tym poziomie i po raz kolejny zdecydowano o jej wzmocnieniu w celu wywalczenia pierwszej w historii promocji do 1. Ligi. Drużyna prowadzona przez Władysława Łacha przez cały sezon 94/95 przewodziła w ligowej tabeli i na koniec rozgrywek mogła cieszyć się z historycznego awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju. Pierwszy sezon po awansie oznaczony był jednak rozpaczliwą walką o utrzymanie, lecz po znakomitej rundzie rewanżowej GKS zajął 13. miejsce w ligowej tabeli, utrzymując się w lidze. Znakomite rezultaty osiągnął jednak w Pucharze Polski awansując do ścisłego finału – przegranego niestety 0:1 z chorzowskim Ruchem. Niespodziewanie, solidny zespół Torfiorzy w kolejnych rozgrywkach zaznał goryczy spadku do 2. Ligi, ale po ledwie jednym sezonie na zapleczu Ekstraklasy, powrócił do grona pierwszoligowców w roku 1998. I po raz kolejny – mimo teoretycznie silnej drużyny i znakomitego zaplecza, Bełchatowianie po ledwie roku na szczeblu 1. Ligi zostali spadkowiczem. Gorycz tego wydarzenia osłodzić miał kolejny awans do finału Pucharu Polski, ale został on znów przegrany 0:1 – tym razem z Amicą Wronki. Kolejne lata stały pod znakiem występów GKS-u na drugoligowym szczeblu. Wprawdzie zespół co roku należał do faworytów rozgrywek, a wsparcie kopalni nie malało, ale powrót do Ekstraklasy udało się wywalczyć dopiero w 2005 roku. W międzyczasie właściciel klubu zadbał także o remont stadionu i przystosowanie go do wymogów pierwszoligowych rozgrywek. Pierwszy sezon po powrocie do elity zespół zakończył na 9. lokacie. Jednak nic nie wskazywało na to, co drużyna Oresta Lenczyka pokaże w kolejnych rozgrywkach. Od samego początku ekipa z Bełchatowa należała do ścisłej ligowej czołówki, a prym w niej wiedli m.in. Radosław Matusiak, Łukasz Garguła, Mariusz Ujek, czy Grzegorz Fonfara. Niestety na kolejkę przed końcem lider z Bełchatowa przegrał niespodziewanie 1-2 z Wisłą Kraków i stracił mistrzostwo Polski na rzecz Zagłębia Lubin. Niewielkim pocieszeniem był fakt wywalczenia przez GKS pierwszego awansu do europejskich pucharów. W ciągu kilku kolejnych tygodni Brunatni przegrali też dwa finały pucharów – Pucharu Ekstraklasy z Groclinem Grodzisk Wlkp. oraz Superpucharu Polski z lubińskim Zagłębiem. Przygoda w Europie także zakończyła się dla Bełchatowian niepowodzeniem – po wyeliminowaniu Ameri Tbilisi, odpadli oni z rozgrywek z silnym Dnipro Dnipropietrowsk. Następne sezony w Ekstraklasie nie były już tak dobre, ale mimo tego, GKS zawsze był co najmniej solidnym ligowym średniakiem. Niestety kolejne zmiany trenerów, pozbywanie się najlepszych piłkarzy oraz problemy finansowe związane z ciągłą walką o utrzymanie głównego sponsora (grupy PGE) spowodowały, iż Brunatni ostatecznie spadli z Ekstraklasy w 2013 roku, zajmując ostatnią lokatę w tabeli. Zespół jednak odrodził się, w kolejnym sezonie wygrywając rozgrywki 1. Ligi i znów świętując powrót na najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju. Niestety, kolejny sezon – 2014/2015 okazał się ostatnim dla GKS-u w Ekstraklasie. Ekipa z Bełchatowa zajęła po raz kolejny ostatnie miejsce w tabeli ligowej, co poskutkowało kompletnym rozkładem drużyny. Efektem tego był kolejny spadek – już rok później z grona pierwszoligowców, w związku z czym Bełchatowianie po raz pierwszy od wielu lat zawitali w 2. Lidze. Na tym szczeblu spędzili oni kolejne trzy lata i dopiero w poprzednim sezonie spełnili w pełni pokładane w nich nadzieje. Mimo niemrawego początku rozgrywek, GKS zanotował znakomitą końcówkę i ostatecznie zajął 3. miejsce w tabeli dające awans do 1. Ligi. W pokonanym polu Brunatni zostawili m.in. łódzki Widzew, co dodało kolejnego smaczku ich promocji. Obecnie młoda drużyna GKS-u walczy o pozostanie w gronie pierwszoligowców. W mojej ocenie, piłkarsko na pewno Bełchatowian na to stać, lecz niejasna sytuacja związana z dalszym wspieraniem klubu przez PGE z pewnością tego zadania nie ułatwia. Warto wspomnieć, iż w dniu meczu z Miedzią grupa kibiców klubu prowadziła protest, mający wpłynąć pozytywnie na decydentów Grupy PGE. Ale jaki będzie finał tej historii? Na ten moment wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że może być trudno o przedłużenie współpracy, a zespół może dotknąć exodus najlepszych graczy. Z pewnością będę z ciekawością obserwował dalszy rozwój sytuacji i mam nadzieję, że GKS będzie mógł funkcjonować tak jak do tej pory i nadal walczyć na pierwszoligowym froncie. Zdaje się, iż decydenci zapominają niestety o znakomicie funkcjonującej szkółce klubowej, której kolejni wychowankowie już występują regularnie w pierwszym zespole. Drużyny młodzieżowe osiągają znakomite rezultaty, a sam klub powinien być w tym względzie wzorem dla innych zespołów. Głęboko wierzę, iż ta ciężka praca wielu osób nie zostanie zaprzepaszczona.

Rozgrzewka
Charakterystyczne trybuny stadionu w Bełchatowie
Sektor gości
Zawodnicy i sędziowie już na placu gry
Sektor ultras gospodarzy prezentujący efektowne flagowisko

Dzisiejsze spotkanie pomiędzy miejscowym beniaminkiem a spadkowiczem z Ekstraklasy i jednym z głównych kandydatów do awansu zarazem, mimo przenikliwego chłodu stało na naprawdę niezłym poziomie. Wprawdzie początek meczu stał pod znakiem wzajemnego badania się obu stron, ale to Miedź szybko przejęła inicjatywę i prowadziła grę. Bełchatowianie z kolei bardzo szybko kontratakowali, a prym w ich szeregach wiódł aktywny Marzec. Jednak pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie w 21. minucie goście, gdy po dobrym strzale Łukowskiego z rzutu wolnego futbolówkę z trudem sparował bramkarz GKS-u Paweł Lenarcik. Końcówka pierwszej połowy upłynęła na bardziej aktywnej grze gospodarzy i wzajemnym ostrzeliwaniu się obu zespołów z dystansu. Ale fakty są takie, że uderzenia były łatwo wyłapywane przez obu bramkarzy lub minimalnie niecelne. W efekcie w pierwszej odsłonie bramek nie zobaczyliśmy, ale naprawdę świetny doping kibiców obu zespołów zdecydowanie to zrekompensował. Nie było widać wielkiej różnicy pomiędzy młodą ekipą Bełchatowa, a naszpikowaną doświadczonymi ligowcami Miedzią. Z pewnością warto tutaj wspomnieć, iż goście mają w swoim składzie m.in. mistrza Szkocji z Celticiem Glasgow – Łukasza Załuskę w bramce, czy reprezentanta Estonii Henrika Ojamęę na skrzydle.

Radość gospodarzy po bramce na 1-0
Rzut karny dla Miedzi i trafienie na 1-1

Pierwsze minuty po przerwie upłynęły pod znakiem prawdziwej nawałnicy ze strony Miedzi. W 49. minucie złe zagranie Lenarcika na 20-tym metrze od bramki przejął Ojamaa, który podał futbolówkę do niepilnowanego Marquitosa. Niestety jednak dla gości, Hiszpan w sytuacji sam na sam posłał piłkę tylko w boczną siatkę bramki GKS-u. Dwie minuty później, po świetnie rozegranej lewą stroną akcji Legniczan w pole karne dośrodkował Warcholak, ale uderzenie Marquitosa głową z trudem nad poprzeczkę wybił golkiper Torfiorzy.  W 54. minucie goście przeprowadzili kolejną świetną akcję – tym razem prawą stroną futbolówkę na 11. metr wyłożył były gracz Śląska Wrocław – Paweł Zieliński, ale strzał Ojamyy znów wyłapał Lenarcik. Po tych sytuacjach gospodarze wreszcie się przebudzili, czego efektem była indywidualna akcja Marca, faulowanego metr przed polem karnym. Rzut wolny rozegrany krótko przez Bełchatowian został sfinalizowany potężnym uderzeniem wychowanka Małejpanwi Ozimek w długi róg bramki Załuski, lecz jednak i tym razem golkiper gości był czujny, z trudem odbijając futbolówkę. W 66. minucie wreszcie doczekaliśmy się trafienia. Po szybkim kontrataku gospodarzy piłkę na lewe skrzydło dostał Wołkowicz, który dośrodkował po ziemi w pole karne. Uwaga defensywy Miedzi skupiła się na nabiegającym Marcu, tymczasem akcję zamknął młodziutki Dawid Kocyła z łatwością pakując futbolówkę z pięciu metrów do siatki. 1-0! Przez następne minuty na boisku nie działo się wiele – Miedź ewidentnie nie miała pomysłu na sforsowanie defensywy Bełchatowian, którzy skupili się na obronie korzystnego rezultatu. Niestety dla nich, w 86. minucie Legniczanie przeprowadzili znakomitą akcję – po kapitalnym zagraniu Korta piętą w pole karne, Wołkowicz sfaulował wybiegającego przed niego Marquitosa, w efekcie czego otrzymał drugą żółtą kartkę oraz sprokurował rzut karny dla Miedzi. Jedenastkę na bramkę z łatwością zamienił Dawid Kort dając gościom wyrównanie oraz kilka minut nadziei na pokonanie grającego w dziesiątkę GKS-u. I już w 92. minucie goście mogli zdobyć zwycięskiego gola, ale po kolejnej dobrej wrzutce z lewej strony, fatalnie głową spudłował Łotysz Sabala. O dziwo, to jednak Bełchatowianie w ostatniej akcji meczu powinni przeważyć szalę zwycięstwa na swoją stronę – do wybitej pod pole karne gości piłki doszedł młodziutki Maciej Mas. Napastnik Brunatnych przepchnął stopera gości i stanął oko w oko z Załuską. Niestety, jego strzał został odbity nogami przez doświadczonego bramkarza i rezultat dzisiejszego spotkania nie uległ już zmianie. Obiektywnie patrząc, podział punktów nie skrzywdził żadnej z drużyn, choć obie miały sposobność do tego, aby odnieść dziś cenne zwycięstwo. W efekcie sytuacja tych zespołów w tabeli 1. Ligi nie uległa zbytniej zmianie – GKS jest wciąż ligowym średniakiem walczącym raczej o utrzymanie, z kolei Miedź wciąż traciła kilkupunktowy dystans do pozycji dającej Ekstraklasową promocję. 

Zawodnik GKS-u Bełchatów – Mateusz Marzec

Po meczu poczekaliśmy na Mateusza Marca, który mógł wreszcie zamienić z nami parę słów. Dopiero mało sympatyczny ochroniarz sprawił, iż musieliśmy się pożegnać, opuścić stadion i udać się w drogę powrotną do domu. Mam nadzieję, że PGE utrzyma swoje wsparcie dla GKS-u, ponieważ mecz tej drużyny, stadion i całe miasto zrobiły na mnie duże wrażenie i z pewnością chciałbym tu wrócić!

Kategorie: Byłem na meczu...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *