Stadion Zagłębia Lubin

10.08.2019 r.

Zagłębie Lubin – Arka Gdynia 2-0 (Ekstraklasa)

Widzów : 5125

W upalną sierpniową sobotę wybrałem się z synkiem na pierwszy w sezonie 2019/2020 mecz. Od czerwcowych wojaży zakończonych wizytą w Ujeździe sporo się wydarzyło – śmierć mojego Taty spowodowała, iż w Naszym domu futbol zszedł na zdecydowanie dalszy plan. Jednak na początku sierpnia stwierdziłem, że czas najwyższy zorganizować dziecku fajnie czas, dlatego też zakupiłem bilety przez internet i zabrałem syna w ponad dwugodzinną drogę z Ozimka do Lubina. Wprawdzie trasa nieco się dłużyła ze względu na kilka remontowanych na autostradzie A4 odcinków (oraz standardowe korki na bramkach płatniczych), ale na około godzinę przed meczem zaparkowaliśmy samochód na potężnym, darmowym parkingu, znajdującym się pod pięknym stadionem Zagłębia. Dlaczego wybrałem akurat ten mecz na pierwszy w sezonie? Odpowiedź jest bardzo prosta – był to mecz przyjaźni! Dlatego też gwarantowało to świetną atmosferę między kibicami obu zespołów, food trucki, dmuchańce, malowanie buziek, zdjęcia z maskotkami oraz balony dla dzieci. I nawet padający w Lubinie deszcz nie był w stanie zepsuć znakomitej atmosfery piłkarskiego święta!

Lubin jest zamieszkanym przez ponad 70 tys. ludzi miastem, leżącym w północnej części Dolnego Śląska, w odległości ok. 75 kilometrów od Wrocławia oraz niespełna 90 km od Zielonej Góry. Doskonałe położenie Lubina, ale przede wszystkim znajdująca się w mieście siedziba oraz zakłady wydobywcze jednego z największych polskich przedsiębiorstw – KGHM S.A. (jeden z czołowych producentów miedzi i srebra na świecie) sprawiają, iż Lubin bardzo dynamicznie się rozwija oraz stale przyciąga nowych mieszkańców – szczególnie specjalistów z branży wydobywczej. Sama miejscowość powstała w ok. XIII w., lecz przez lata było to niewielkie miasto, które niestety bardzo ucierpiało w okresie wojennym (Lubin był zniszczony w ponad 80 procentach). Jednakże gdy w 1957 r. inż. Jan Wyżykowski odkrył złoża rud miedzi w okolicach miasta i pobliskich Polkowic, rozpoczął się błyskawiczny rozwój zagłębia miedziowego. W 1959 r. powołano do życia KGHM, a następnie rozpoczęto budowę kopalń, nowych osiedli, szkół czy parków. Lubin momentalnie się zaludnił – w ciągu dziesięciu lat liczba mieszkańców zwiększyła się sześciokrotnie! Jednak w 1982 r. na codziennym życiu mieszkańców miasta pojawiła się ogromna rysa. W protestach robotników przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego milicja zastrzeliła 3 osoby, a kilkadziesiąt kolejnych zostało rannych. Na pamiątkę tego wydarzenia, w Lubinie do dziś można znaleźć kilka niezwykłych pomników, a również piłkarze miejscowego Zagłębia noszą na swoich strojach upamiętnienie  tej tragedii. Na szczęście, po upadku komunizmu, KGHM stał się jednym z największych i najlepiej prosperujących przedsiębiorstw w kraju, co sprawia, że miasto stale się rozrasta i rozwija. Przyjeżdżając dziś do Lubina, w którym nie byłem przez prawie dziesięć lat, mogę stwierdzić, iż jest to ładne, nowoczesne miasto z dużą ilością terenów zielonych i – mimo położenia – klimatem starej górniczej miejscowości. W mieście na pewno warto zobaczyć Rynek z Ratuszem, zabytkowe kaplice i domy, ruiny zamku, piękne kościoły, czy mury miejskie. Z kolei, miłośnikom nowoczesnej architektury warto polecić fantastyczne centrum handlowe – Cuprum Arena. Generalnie, zdecydowanie zachęcam do odwiedzenia Lubina, ponieważ każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Stadion Zagłębia znajduje się w północnej części miasta i jest doskonale widoczny ze znajdującej się w pobliżu drogi krajowej nr 3. Obiekt ten powstał na miejscu potężnego, starego stadionu Górniczego Ośrodka Sportu, który został zburzony na początku nowego millenium. Jeszcze do niedawna, przy nowym stadionie można było obejrzeć niegdysiejszy, ogromny budynek klubowy, ale i on został rozebrany, dlatego też jedynymi pozostałościami po GOS-ie są : doskonale widoczne ślady po owalnym kształcie dawnego obiektu, część ogrodzenia oraz wielki parking okalający dom Zagłębia. Obecny stadion został ukończony w 2010 roku i dysponuje czterema zadaszonymi trybunami z widownią na 16068 miejsc. Jak już wspomniałem, z miejscami parkingowymi wokół obiektu nie ma żadnego problemu – auto można zostawić dosłownie 50 metrów od bram wejściowych na stadion. Niestety, klub nie dysponuje obecnie sklepem stacjonarnym na stadionie – zastępuje go niewielki kontener z dość ograniczonym zasobem pamiątek. Ale warto wspomnieć, iż naprawdę fantastyczny i doskonale wyposażony fan shop znajduje się w galerii handlowej Cuprum Arena. Podczas meczów, na stadionie funkcjonuje catering ulokowany pod trybunami, można więc nabyć napoje chłodzące, tradycyjne kiełbaski, ale też – co pierwszy raz spotkałem na meczu – naprawdę pyszne opiekane pierogi z dipem. Polecam! Jednakże tym co zrobiło na mnie największe wrażenie jeśli chodzi o obiekt w Lubinie jest wielkość całego kompleksu oraz fantastyczna akademia Zagłębia. To jest droga, którą powinny podążać wszystkie polskie kluby ekstraklasowe – bursa, siedem boisk treningowych o różnych nawierzchniach, pełna odnowa biologiczna, a to wszystko dosłownie pod nosem stadionu, szefów klubu oraz sztabu trenerskiego pierwszej drużyny. Trzeba tu także dodać, iż klub zatrudnia naprawdę świetnych trenerów, często z dużą przeszłością piłkarską. Taką postacią jest choćby trener bramkarzy Zagłębia – Grzegorz Szamotulski. Patrząc na profesjonalizm organizacji Akademii Zagłębia, zupełnie mnie nie dziwi ilość wychowanków co rusz trafiających do pierwszej drużyny klubu, a później sprzedawanych za doskonałe pieniądze za granicę. Piotr Zieliński, Krzysztof Piątek, Jarosław Jach czy Filip Jagiełło to tylko najświeższe przykłady graczy, których sprzedaż przyniosła wymierne korzyści klubowi. Z kolei na ich miejsce wskakują kolejni gotowi do gry i rozwoju na najwyższym poziomie wychowankowie – często reprezentanci polskich reprezentacji młodzieżowych. Środki pozyskiwane w ten sposób są inwestowane w rozwój kolejnych zawodników, którzy zasilają drużynę miedziowych i później oni również trafiają za wielkie pieniądze do lepszych klubów. W ten sposób funkcjonujące Zagłębie jest modelowym przykładem tego, jak powinno się prowadzić klub w polskiej Ekstraklasie.

Widok na stadion Zagłębia z parkingu dla kibiców
Widok na bursę i boiska Akademii Zagłębia
Pozostałości po starym stadionie GOS
Strefa gastronomiczna
Stadion Zagłębia Lubin w pełnej krasie

Początki Zagłębia Lubin datuje się na okres powojenny. W 1945 r. powstał klub sportowy OMTUR, później przekształcony w lubińskiego Zawiszę. Jednak już w 1949 r. drużynę przekształcono na Gwardię, która przez lata rywalizowała w niższych ligach, nierzadko nawet wycofując się z rozgrywek ze względu na brak środków na bieżące funkcjonowanie. Gdy na początku lat 60-ych udało się pozyskać lubińską kopalnię na sponsora klubu, jego nazwę ponownie zmieniono – tym razem na Górnik Lubin. Warto wspomnieć, iż wówczas nastąpił znaczny wzrost zainteresowania futbolem w mieście, co zaowocowało awansem Górników do Klasy A w 1964 roku. Jednak wkrótce dla klubu nadszedł przełomowy rok 1966. Po raz kolejny zmieniono nazwę klubu – na znaną do dzisiaj – MKS Zagłębie Lubin. Rozpoczęto także przebudowę stadionu, a piłkarze mimo problemów z organizacją meczów, które musieli rozgrywać w roli gospodarzy w pobliskich miejscowościach, w 1968 r. po raz pierwszy wywalczyli awans do klasy okręgowej. Rozwój miasta i klubu nierozerwalnie wpłynął na niesamowity boom sportowy w Lubinie –  Zagłębie stało się klubem wielosekcyjnym, zrzeszając w swoich szeregach drużyny siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, a także pingpongistów, bokserów, ciężarowców, brydżystów, czy lekkoatletów. Warto wspomnieć, iż do dnia dzisiejszego szczypiorniści i szczypiornistki Zagłębia utrzymują się na najwyższym poziomie w kraju, a jednym z symboli miasta są właśnie wielokrotne mistrzynie Polski w piłce ręcznej. Wracając jednak do historii futbolu w Lubinie – po reorganizacji rozgrywek Miedziowi znaleźli się w 3. Lidze, ale dla rozwijającego się klubu to było wciąż mało. Dobre występy w Pucharze Polski potwierdzały duże możliwości drzemiące w drużynie, której zagwarantowano najlepsze możliwe warunki do rozwoju. I tak, w 1975 r. klub awansował do drugiej ligi, jednak kolejne lata pokazały, iż utrzymanie się na tym poziomie nie jest łatwe – Miedziowi regularnie lawirowali między drugim a trzecim poziomem rozgrywkowym. Jednakże po odmłodzeniu drużyny, ekipa z Lubina sensacyjnie wygrała drugoligową batalię i w 1985 r. po raz pierwszy zawitała w gronie pierwszoligowców. 6 dni po otwarciu zmodernizowanego (najnowocześniejszego wówczas w Polsce) stadionu GOS, Zagłębie zainaugurowało swoje występy w piłkarskiej elicie, a jego debiutancki mecz obserwowało z trybun 30 tys. widzów. W kolejnych latach Zagłębie znów balansowało – tym razem na granicy pierwszej i drugiej ligi. Jednak gdy w 1990 r. Lubinianie zdobyli wicemistrzostwo Polski wiadomo było, iż wzmocniony zespół w kolejnych rozgrywkach będzie się liczył w walce o tytuł. I tak też się stało – w 1991 r. drużyna z Januszem Kudybą, Dariuszem Marciniakiem i Jarosławem Bako w składzie, zdobyła pierwszy tytuł mistrza Polski. Po latach na najwyższym szczeblu, Zagłębie pechowo spadło w 2003 roku na drugi poziom rozgrywek, ale bardzo szybko powróciło do Ekstraklasy, a sceną ich dobrych występów stał się także Puchar Polski – dwa przegrane finały w latach 2005-2006. A już rok później Zagłębie pod wodzą Czesława Michniewicza zdobyło drugi tytuł mistrza kraju! Zespół opierał się na mieszance młodości i doświadczenia, ale jego cechą rozpoznawalną była żelazna defensywa z Bartczakiem, Stasiakiem i Arboledą w składzie. Niestety, klub nigdy nie osiągnął sukcesów na niwie międzynarodowej, ale z pewnością występów Miedziowych w Europie nie musieliśmy się też wstydzić. Po prostu Lubinianie mieli często pecha w losowaniach, a warto wspomnieć, iż na GOS zawitał nawet w dwumeczu europejskich pucharów wielki AC Milan. W ostatnich latach Zagłębie zaliczyło jeszcze jeden spadek z Ekstraklasy (rok 2014), ale już po roku gry w 1. Lidze powróciło do niej i od tej pory jest czołową drużyną najwyższego poziomu rozgrywkowego w kraju, kończąc choćby sezon 2015/2016 na najniższym stopniu podium.

Przed dzisiejszym spotkaniem oba zespoły znajdowały się w dolnej części tabeli. Zagłębie zdobyło raptem dwa punkty w trzech pierwszych meczach sezonu, lecz dzisiejsi goście byli pod tym względem jeszcze słabsi, ponieważ zanotowali do tej pory ledwie jeden remis i dwie porażki. Lecz przede wszystkim bardzo ważny był fakt, iż w związku z tym, że fani obu zespołów żyją ze sobą w zgodzie, wspólne kibicowanie rozpoczęło się już na ok. godzinę przed pierwszym gwizdkiem sędziego, gdy pierwsze grupy sympatyków z Gdyni pojawiły się pod lubińskim stadionem. Tak naprawdę wielkie święto trwało przez cały mecz – malowanie buziek, baloniki i dmuchańce dla dzieci, biesiada przy food truckach, a potem wspólne dopingowanie obu zespołów. Tak powinien wyglądać każdy dzień meczowy!

Mecz przyjaźni
Strefa dla kibiców obu drużyn
Autokary z kibicami gości
Autokar Arki Gdynia
Sektor ultras Zagłębia
Sektor gości
Racowisko fanów Zagłębia

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia ze strony Miedziowych. W 3. minucie piłkę na połowę Arki wprowadził kapitan Zagłębia – Lubomir Guldan, który doskonale dograł futbolówkę za plecy defensorów z Gdyni do niepilnowanego Zivca, a ten spokojnie ją opanował i bez problemu pokonał Steinborsa. Tak szybko zdobyte przez lubinian prowadzenie wcale nie zmieniło obrazu gry, ponieważ Arkowcom ewidentnie brakowało pomysłu na odwrócenie losów meczu. Zagłębie w pełni kontrolowało przebieg gry i stworzyło kolejne sytuacje bramkowe – szczególnie po szybkich atakach. Najlepszą z nich w 30. minucie spotkania idealnym dośrodkowaniem z lewej strony spuentował Balić. Piłka spadła wprost pod nogi zamykającego akcję Alana Czerwińskiego, który jednym zwodem ograł dwóch defensorów z Gdyni, przełożył futbolówkę na lewą nogę, ale jego silny strzał minimalnie minął lewy słupek bramki gości. Wynik do przerwy już nie uległ zmianie, ale trzeba tu wspomnieć, iż naprawdę zadziwiająca była niemoc gdynian, którzy ograniczyli się w pierwszej odsłonie do kilku niegroźnych wypadów i pojedynczych dośrodkowań. Bardzo fajnym, dodatkowym smaczkiem – mimo wielu wolnych miejsc na trybunach – była naprawdę świetna atmosfera stworzona przez kibiców obu drużyn.

Rozgrzewka
Trener bramkarzy Zagłębia, legenda Legii Warszawa – Grzegorz Szamotulski
Zawodnicy i sędziowie wychodzą na boisko
Oba zespoły już na placu gry
Rozpoczęcie gry
Radość Miedziowych po bramce na 1-0

Druga odsłona znów rozpoczęła się od ataków gospodarzy. Po doskonałej akcji dwójkowej Balicia i Zivca w 47. minucie, ten drugi minął dwóch defensorów Arki, lecz w decydującym momencie skiksował przy próbie strzału na krótki słupek i futbolówka minimalnie minęła bramkę gdynian. Dziesięć minut później jeden z nielicznych wypadów gości mocnym strzałem z 25-u metrów zakończył Adam Deja, ale dobrze dysponowany w bramce Zagłębia Konrad Forenc nie miał problemów z jego wyłapaniem. W 64. minucie świetną akcję prawą stroną przeprowadził Czerwiński, po czym idealnie dograł piłkę w pole karne do niepilnowanego Patryka Szysza. Niestety, młody napastnik Miedziowych nie opanował futbolówki i doskonała szansa została zaprzepaszczona. Ale już minutę później Szysz utonął w objęciach kolegów. Po dobrym zagraniu z głębi pola za plecy obrony, piłkę przejął Filip Starzyński i jak na tacy wyłożył ją Szyszowi. Snajper Zagłębia tym razem bez zastanowienia posłał futbolówkę z 14-u metrów w długi róg bramki Steinborsa i było już 2-0. Ostatnią znakomitą sytuację gospodarze stworzyli sobie w 88. minucie meczu po fatalnym błędzie defensywy gości. Bramkarz Arki źle podał futbolówkę do Adama Dancha, który stracił ją na rzecz bardzo aktywnego dziś Czerwińskiego. Niestety, zawodnik z Lubina zbyt szybko podjął decyzję o lobowaniu golkipera i nieznacznie przerzucił piłkę nad gdyńską bramką. Najlepsza akcja gdynian miała miejsce już w doliczonym czasie gry, kiedy to fantastycznym strzałem z dystansu popisał się Marcin Budziński. Niestety dla Arkowców, znów na posterunku był Forenc, który doskonałą interwencją wyekspediował futbolówkę na rzut rożny. Krótko po tym sędzia zakończył dzisiejsze spotkanie, którego rezultat spowodował, iż Zagłębie na jakiś czas mogło odetchnąć z ulgą, Arka zaś osunęła się na dno ligowej tabeli.

Muszę przyznać, iż wizyta w Lubinie wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ale szczególnie przypadła do gustu mojemu synkowi, który do domu wrócił w barwach i z szalikiem Zagłębia. Dlatego też mogę z pewnością serdecznie polecić wyjazdy rodzinne na mecze do Lubina – naprawdę warto!

Kategorie: Byłem na meczu...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *